Czy rozpoznawanie twarzy i bezprzewodowe ładowanie to nowości na miarę Apple ?

Czy design i funkcjonalności, które znamy z urządzeń koreańskich i chińskich marek to innowacja na miarę geniuszu Jobsa ?

Czy wreszcie jedyną wartością nowego iPhone X pozostaje system operacyjny, z którym wcześniej mógł konkurować jedynie Blackberry ?

Prezentacja nowego modelu iPhone X to rozczarowanie, które wieszczy upadek marki.

Lata dziewięćdziesiąte zdają się wracać niczym sinusoida, również w przestrzeni biznesowej i technologicznej. Czy pamiętacie, że był to okres rozkwitu wirtualnej rzeczywistości i wielki boom portali internetowych ?

Warto przypomnieć, że to również najgorszy okres dla Apple, a złą passę odmienił dopiero genialny tandem Steve Jobs i Sir Jonathan Ive.

Wracając do iPhone X.

Szczególnie istotne w zaprezentowanym przez giganta z Cupertino modelu, okazuje się bezpieczeństwo.

Wszystkie procesy zachodzą na urządzeniu, a nie w chmurze, aby chronić dane użytkownika.

Wzornictwo choć wtórne, zachwyca detalami. Nad całością projektu czuwał wspomniany wcześniej Jony Ive.

Mózgiem urządzenia jest chip A11 Bionic, genialna okazuje się kamera TrueDepth, która potrafi analizować ruchy 50 mięśni twarzy i eksponować je jako Animoji poprzez takie postaci jak panda, jednorożec czy robot.

Smartfon ładujemy poprzez jedną z dwóch mat, które pochodzą od marek Belkin i Mophie.

iPhone X trafi na rynek w kolorach srebrnym i kosmicznym szarym.

Dostępne są wersje 64GB i 256 GB. Cena rozpoczyna się od 999 USD na rynku amerykańskim.

Kolejny iPhone bez czynnika X i efektu świeżości. Nuda bez rekomendacji trendu.pl